11.07.2011

MA MIEĆ CO NAJMNIEJ 90...



Zwykło się oczekiwać od wina owych magicznych 90 punktów, w jednym z najbardziej wpływowych rankingów świata. Takie wyróżnienie to dobra reklama i dla wielu konsumentów gwarancja, jakości. Wysokie noty w prestiżowej publikacji mogą zaowocować nie tylko zwiększeniem sprzedaży, ale i dotarciem do świadomości krytyków z całego świata.  Pytanie jest jednak, czy warto wierzyć w punkty?


Biznes winiarski można podzielić ma dwie ery Przed Parkerem i Po Parkerze . Robert Parker zrewolucjonizował arenę winiarską, wprowadzając 100 punktową skalę w The Wine Advocate w roku 1978 . Potem już nic nigdy nie było tak samo, skale gwiazdek od 1 do 5 czy 20 punktowa skala UC Davis ( preferowana przez brytyjskich krytyków) , zostały nieco w tyle.
Pamiętną konfrontacją systemów była degustacja rocznika 2003 Bordeaux, gdzie wino Château Pavie z Saint Émilion Parker ocenił na 95 punktów, zaś Jancis Robinson dała 12 punktów z 20 możliwych.
Tego typu różnice prowadzą do niemal schizofrenicznych strategii winnic, które na rynek amerykański przygotowują „wersję” wina bardziej dojrzałą, z nutami „beczki”, podczas gdy na rynek brytyjski wino ma być lżejsze, świeższe. Winnice popadają w obsesję „doskonałości”. Niektóre wręcz budują wino na zasadzie chemicznych analiz z tych wysoko punktowanych win, z nadzieją odtworzenia ich w swoich winnicach.  Inne „precyzyjnie” dobierają określenia użyte na etykietach, są apelacje, które gwarantują sukces nawet, jeśli wino w butelce jest takie sobie. Weźmy osławione Bordeaux, mimo, że nie wszystko z tego regionu jest fenomenalne. Apelacje bordoskie dają wiele znakomitych win, ale i wiele lotów średnich. Są też apelacje, które „na dzień dobry” mają odjęte punkty w oczach prestiżowych rankingów, i lepiej ich nazw nie wymieniać na etykiecie, np. „Dolina Centralna/ Chile”, choćby nawet wino było najdoskonalsze na świecie.
Krytycy winiarscy zaś, dzielą się na tych, którzy przystali na trend punktowy, może nawet niechętnie, ale jednak. Oraz na tych, którzy śmiertelnie go nienawidzą. Sam Parker przyznaje, że nie ma dużej różnicy miedzy winem 96,97,98, 99 czy 100,ale napięcie jest budowane. Wielu niezależnych dziennikarzy i krytyków winiarskich przewiduje w niedalekiej przyszłości naturalną śmierć 100 stopniowej skali. Choć prawdą jest, że system ten wciąż czuje się świetnie w Stanach i na wschodzących rynkach azjatyckich, Europejczycy od wieków byli konfrontowani z winami, więc w pewnym sensie maja wrodzoną umiejętność oceniania wina, choćby na podstawowym poziomie, ale Azjaci nie mają takiego doświadczenia, więc punkty są dla nich cennym drogowskazem i punktem odniesienia.
            Wracając do pytania czy warto wierzyć w punkty? I „tak”, i „nie”. „Tak”, bowiem żadne z wielkich nazwisk czy tytułów nie zaryzykuje marki swojego dobrego imienia na przyznanie wybitnej noty winu przeciętnemu. Ale też „nie”, z kliku powodów.

Po pierwsze, każdy ma inny gust, inną paletę odczuć smakowych, olfaktorycznych itd. i tak jak w kuchni, dla kogoś szczytem poezji smaku są trufle, dla kogoś owoce morza, a dla kogoś tort czekoladowy. Podobnie jest z winem. W obrębie jednego szczepu, może być wiele stylów wina, do najprostszego podziału należy: wino może być z lub bez użycia dębowych beczek, co wyrazie przekłada się na bukiet i ciało wina. I jedni eksperci kochają wina naszpikowane aromatami wanilii, curry, przypraw, jak dobre drożdżowe ciasto rodzynkami. Tym winom przyznają owe magiczne 90 tki, natomiast dla innych ekspertów liczy się czystość owocowych akordów, subtelność, klasa i takim winom dają wyższe noty, a tak zwane w żargonie „beczki” oceniają niżej. Oczywiście na rynku jest zapotrzebowanie i na jeden i na drugi styl wina. Ale uwaga z sugerowaniem się tylko i wyłącznie notami z rankingów.
Po drugie, nawet najgenialniejsze wino, gdy podamy z źle dopasowanym do niego typem jedzenia, rozczaruje, zawiedzie. Po trzecie, prócz innych gustów, np. z Robertem Parkerem może różnić każdego wiek, płeć, rodzaj diety, tryb życia, ilość w życiu wypitej kawy, perfumy czy zapachy, którymi się otaczamy, czy leki, jakie przyjmujemy. To wszystko wpływa na zmysły, zwłaszcza smaku i węchu. Zatem nie można polegać na nocie kogoś innego, choćby by był nawet fachowcem.
 Ktoś, kto wina degustuje zawodowo, uczy się ich i wiedzy o nich, próbuje, porównuje, wyciąga wnioski, jest konsumentowi potrzebny, bowiem może powiedzieć: to jest wśród win „harlequin”, to jest „Nabokov”, to jest „Henry Miller”, to „Dostojewski” a to „Daniel Stelle”. Bez nadmiernego sugerowania, bowiem tak jak w literaturze jednemu się podoba coś, a drugiemu nie. Tak też jest w winach.
Sędziując na konkursach enologicznych, każdy z nas jurorów dostaje do wypełnienia rodzaj tabeli do ocenienia wina. Jest ona przemyślana tak, aby w krótkim czasie, bo jest kilkadziesiąt win dziennie, wydać jak najbardziej sprawiedliwy i zgodny ze swoją wiedzą, smakiem i doświadczeniem werdykt. Zatem w poszczególnych etapach degustacji: wzrokowym, węchowym i smakowym, wino zbiera punkty. I tak, wino, które jest doskonałe, poprawne, bardzo dobre, ma 89 punktów. Wzwyż zaczynają się wina wielkie i nietuzinkowe, i nie jest ich znowu aż tak wiele na świecie.
      Jeden z konkursów, w którym sędziuję, w argentyńskiej Mendozie, ocenia wyselekcjonowane, crème de la crème win z Argentyny i Chile. Sędziów jest tyle samo prawie, co i win, w 90 % enolodzy z obu krajów, plus dziennikarze, enolodzy także i z Europy. Różnica w formule tego konkursu polega na tym, że każdy jest podpięty z komputerem do sieci, i oceniamy wina na specjalnie utworzonej do tego stronie. Gdy wszyscy oddadzą swój głos, na dużym ekranie widoczna jest średnia ocena, oraz najwyższa i najniższa nota oraz numer sędziego. Po czym następuje krótka dyskusja i uzasadnienie, dlaczego tak wysokie i tak niskie punkty. Wśród sędziów nie ma osób przypadkowych, nieznających się na temacie, nikt też nie wie, jakie to wino, bowiem jest to „blind tasting”. Zatem czasem różnice w notach sięgające 20 punktów, pokazują jak różnie gusta i personalne kryteria ma każdy, kto wino degustuje.
            Co zatem ma zrobić konsument? Jeśli komuś wina są bliskie, chce pić coś, co jest w jego guście. To musi nad swoimi preferencjami i wiedzą winiarską popracować. Położenie winnicy względem słońca, klon odmiany, system irygacyjny, rodzaj dębu i wypalenia beczki, styl maceracji …to wiedza przyjemna, ale, na co dzień, dla konsumenta mało przydatna. Tridum tematyczne, nad którym warto się skoncentrować to: jakie są style wina ( w tym także z różnych odmian, regionów …), jak rozpoznać wino płytkie, średnie, doskonałe i wielkie, i po trzecie jak wino dobierać do posiłku. Z dobrze dobranym winem nawet przysłowiowy schabowy zyskuje, natomiast ze źle dopasowanym można „zabić” i dobre wino i ciekawe danie, choćby miało i 99 punktów u  samego Pana Boga.






T
ekst publikowany jest również w magazynie  dla mężczyzn GENTLEMAN-  poświęconemu eleganckiemu stylowi życia