08.08.2011

WINA HAND MADE- GARAŻOWE WINA Z CHILE


Wino garażowe czyli jakie? To nie żadna metafora, po prostu robione w garażu. Trend ten obecny jest od dobrych dwudziestu lat.
Każda para rąk przydaje się przy selekcji gron-zbiory w Rukumilla


            Wszystko zaczęło się od Bordeaux. Geneza win garażowych to swoista rebelia przeciw zasadom apelacji, chęć zrobienia czegoś innego, nowatorskiego, bardziej nowoczesnego. Tak było w latach dziewięćdziesiątych w Bordeaux. w kultowych apelacjach bordoskich St. Émilon i Pomerol, zwłaszcza od Château Cheval Blanc i Château Ausone. Tuż pod bokiem najlepszych parcelii bordoskich wyrastała nowa winiarska jakość. Głównym postulatem tej rewolucji była chęć eksperymentowania, szukania nowych odmian na tutejsze gleby, poszukiwania ciekawych rozwiązań winifikacji. Pionierzy produkowali małe ilości, win, które trafiły w gusta krytyków, zaś sprzedawane były za duże pieniądze. To ugruntowało ich pozycję na rynku. Dziś winiarstwo garażowe ma różna oblicza: małych, rodzinnych projektów, na małą skalę, jak choćby w Chile, win z tak zwanych winiarni boutique, gdzie również ilość produkcji jest mała, czasem jest to jednak duża inwestycja finansowa, i na przykład ultra nowoczesne zaplecze technologiczne. Z Francji trend rozprzestrzenił się do innych krajów: Hiszpanii- Pingus, Włoch- Montevetrano, Australii- Torebec, Nowej Zelandii- Felton Road, USA- Screaming  Eagle.
"Młode" winiarstwo garażowe w Chile- synek Dereka  Mossmana

            Chilijscy producenci win garażowych to Chilijczycy z trochę innym pomysłem na wino oraz przybysze, z USA, z Europy. Przyjechali, zakochali się kiedyś w kraju, a odkrywszy jakie warunki daje im tutejsze terroir postanowili robić wino. Chcą nie tylko „robić wino”, przede wszystkim chcą wino wytwarzać, z całym zapleczem, jak zaangażowanie, oddanie, rodzinne pracowanie. A rynek współczesny i konsument szuka win niekomercyjnych, nietuzinkowych, nieugłaskanych na jedną globalną winiarską modłę. Wielu nabywców chce wina z tożsamością, z duszą, a do tego naturalnych, świeżych, i nie koniecznie za bajońskie sumy.


             W winach garażowych chilijskich chodzi o to, aby wyprodukowane małymi środkami, przy jak najbardziej naturalnych i spontanicznych metodach zarówno w winnicy jak i  w piwnicy, będące odzwierciedleniem tego co najlepsze w odmianie i terroir. Maceracja, fermentacja, wszystko przebiega przy jak najmniejszej ingerencji winiarza. Ktoś powie, że takie wino może mieć potem defekty. I czasem ma, chociażby objawiający się defekt fermentacji w aromatach: moczu kota, potu zwierząt, sierści. Ale przez to też wino zyskuje swój charakter, osobowość, i po prostu takie jest. 
Tak naturalnie rosną winogrona w Villalobos

         Chilijskie wina garażowe to zupełnie inna historia, niż podobne wina na świecie. Są to prawdziwie naturalne, domowo wytwarzane wina.  Winiarstwo garażowe to także zdeterminowanie i przenikanie się wina i życia rodzinnego, poza winiarskiego. Wszystko kręci się wokół winogron, a następnie wina. Beczki dosłownie poustawiane wszędzie, dzieciaki biegające między nimi. W czasie winobrania także ich ręce przydają się przy zbiorach. Winorośle pnące się po drzewach, płotach, poprzetykane kępkami traw, kwiatów, krzewami owocowymi. Jak twierdzi Jean Luc Thunevin, jeden z prekursorów i pionierów nurtu win garażowych, z winnicy Valandraud w St. Émilion, nie koniecznie trzeba mieć okrzyczane i słynne winnice oraz zamek, aby robić wspaniałe wina. Chodzi o innowację, swój styl, eksperymentowanie, po prostu o przyjemność robienia wina. Jak mówi Ed Flaherty z winnicy Flaherty, o „ubrudzenie sobie rąk przy zbiorach, w winiarni”.                                                                                                     
                   
            MOVI to ruch niezależnych Ruch Niezależnych Winnic. 18 winnic, które produkują wina jakościowe, w małych ilościach, przy jak najbardziej naturalnym winiarstwie ( np. Gillmore Estate z dry farming z Maule, Meli wina certyfikowane jako organiczne i inni). Winnice zrzeszone w MOVI są z reguły w rękach rodziny i przyjaciół. Grupa początkowo liczyła 12 członków, powstała w 2009 roku.



            Jednak to wina mówią same za siebie i o nich trzeba pisać, i je pić. O pięciu chcę opowiedzieć. Villa Lobos 2009 Carignan – wino 100% naturalne, bez ingerencji, pochodzące z 80 letnich krzewów w Lolol ( Colchagua). Grona nie są wytłaczane. Stosuje się tu metodę grawitacyjną. Filozofia winnicy to symbioza i poszanowanie z przyrodą, i ekosystemem. Aby zachować balans, dziko rosnąco krzewy sąsiadują z kwiatami i ziołami, zaś do prac w winnicy używane są konie. Grona zbierane są ręcznie. Ilość win jest ograniczona. Nos wina zbudowany wokół nut kwiatowych ( zioła, polne kwiaty) oraz owocowych: porzeczki czerwone i czarne,  jeżyny, poziomki. W ustach lekkie, przyjemne, o bardzo dobrej  i ciekawej kwasowości. Wino z osobowością, prawdziwy indywidualista. Brawo za etykietę, pełną kolorów, takich jak w nutach wina. 


                                                     

 Flaherty Limari 2008, to blend Syrah i Cabernet Sauvignon ręcznie zbieranych. Ed Flaherty i Jen Hoover przyjechali do Chile w 1993 roku, pokochali warunki do kajakowania jakie można znaleźć w tym kraju. Ed jest enologiem, pracował między innymi z Cono Sur, Errazuriz, Via Wines, obecnie Tarapaca. Swój własny rodzinny projekt winiarski uruchomił w 2004. Winnice są tu organiczne. Wino ma bardzo zdecydowaną, rubinową barwę. Nos pełen kakao, kawy, mięsny, krwisty, wyrazisty. Smak wina bogaty, ekspresyjny, wymowny, o dobrej strukturze, kwasowości. Wino bardzo długie.      







 Il Latina Colchagua 2009, blend Carmenere i Syrah. Mała posiadłość, z której pochodzą wina autorskie. Produkcja jest limitowana, butelki są numerowane. Wino dosłownie powstaje ręcznie, od zbiorów po wiwifikację. Bardzo jedwabiste wino, subtelne, ułożone, z eleganckimi taninami. W ustach harmonijne. Zarówno w nosie jak i ustach zdominowane przez nutę czarnej porzeczki.
                                                                                                         













Z winnicy Garage Dereka Mossmana próbowałam dwa wina: Cabernet Sauvignon Maipo Alto 2009, doskonałe w ustach, bogate, aksamitne, a zarazem zaczepne, owocowe, kwiatowe, z charakterem. Garage Organic Oporto 1 2007, doskonałe wino, pełen miodu, rodzynek w rumie, kawy, dżemu figowego, wiśni, a przy tym harmonijne, z dobrą strukturą. Winnica ta to grupa rodziny i przyjaciół, winiarzy ale i ludzi spoza winnego świata , Chilijczyków ale  i cudzoziemców. Posiada sześć upraw. Ich główne motto to w każdej butelce wina oddać maksimum ekspresji owoców i terroir.          


   Rukumilla Maipo 2005 , wino typu field blend czyli , że 1 ha parcelę porastają w wspólne : Malbec, Syrah, Cabernet Sauvignon, Cabernet Franc. Całkowita liczba butelek 4090, ja degustowałam tę z numerem 3156. Nos ciekawy, choć za bardzo uciekający w słodkie akordy, truskawki, dżem truskawkowy. Usta delikatne, poprawne. Rukumilla znaczy złoty napierśnik kobiety z kultury Mapuche. Wina robione ręcznie, z upraw ekologicznych, w dębowych beczkach, butelkowane na miejscu, winfikowane bez filtracji.                         








Co cechuje wina garażowe chilijskie, a może raczej odróżnia od innych, zwłaszcza bordoskich? To, że tu wciąż chodzi o glebę, piędź ziemi, wiatr, krzew, grono, wino, przyjemność jego picia. Zaś nie chodzi o wybujały marketing, agresywną reklamą, punkty i lokaty w rankingach, nagrody w konkursach. Może kiedyś, ale dziś jest to prawdziwe rustykalne, garażowe winiarstwo godne uwagi, z zapowiadającą się ciekawie dalszą przyszłością. Z przyjemnością będę ich obserwować i pić kolejne roczniki